Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   15
          

Wojciech "Keiran" Skitał

PRODUCENT: Humanhead/Atari    DYSTRYBUTOR: Brak    GATUNEK: Strzelanina FPP    WWW:www.dmhgame.com/


Dziki zachód – chociaż trwał tylko kilkadziesiąt lat, to stał się epoką legendarną. Na tyle ciekawą, że powstało kilkaset filmów w tym klimacie. Gorzej natomiast z grami, ostatnia warta uwagi produkcja – Outlaws wyszła wiele lat temu. Jednak wygląda na to, że coś się poprawia, pojawiło się Wanted Guns (niewarte wzmianki), opisywany tutaj Dead Man’s Hand, a wkrótce możemy się spodziewać jeszcze kilku westernowych produkcji.



Tytułowe Dead Man’s Hand to kombinacja w pokerze zawierająca dwa czarne asy i dwie ósemki. Stała się sławna dlatego, że z takimi kartami ostatnią partię stoczył sławny Dziki Bill. Generalnie układ taki oznacza pecha. Taki też pech przytrafia się głownemu bohaterowi gry. Jest nim El Tejon – rewolwerowiec z grupy Dziewięciu, będących postrachem całego zachodniego wybrzeża USA. Nasz bohater sielankowo napadał na banki, zabijał i okradał, aż w końcu górę wzięły wyrzuty sumienia.

Pif Paf! Giń!

Gdy powiedział koniec to kompani zostawili go w stanie ledwo żywym, licząc, że zaopiekują się nim sępy. Traf chciał, że uratowała go armia, która za liczne grzeszki wsadza naszego Tejona do pudła. Pobyt w więzieniu nie jest długi, ponieważ wkrótce korzystamy z uprzejmości kolegi spod celi i razem z nim opuszczamy ten przybytek. El Tejon wyrusza sładem byłych przyjaciół i to my możemy mu pomóc w zemście. Jak sami widzicie fabuła nie jest specjalnie wymyślna, raczej typowa dla westernu, ale sam klimat już, jest raczej czymś nowy, nie ma zbyt wiele gier w tym klimacie, brawa dla autorów za pomysł. Wspomnianą historię poznajemy z filmików, są one zrobione ciekawą techniką, która przypomina pierwsze dzieła kinematograficzne, pełne trzasków i kiepskiego obrazu. Przede wszystkim tuszuje to kiepskie umiejętności autorów, a ja po raz kolejny pozostaję w przekonaniu, że tylko Squaresoft, Namco i Blizzard potrafią tworzyć porządne FMV. Gra to typowa strzelanina FPP. Kierujemy Tejonem i eliminujemy kolejnych przeciwników. Od czasu do czasu możemy zabić kogoś silniejszego, sprawiającego większe wyzwanie. Zemsta El Tejona poprowadzi nas w zasadzie przez cały obszar dzikiego zachodu, mamy bardzo zróżnicowane i klimatyczne lokacje, opuszczone miasta, lasy, kopalnie, wąwozy, saloony.

Troszkę tu ciemno
Każda plansza jest bardzo dobrze zaprojektowana i naprawdę nie można się do niczego przyczepić. Poza tym rozrywka jest dość zróżnicowana, czasami zamiast chodzić używamy innego transportu, np. wagonika w kopalni czy konia. Jest też dużo rzeczy które możemy zniszczyć, zestrzelić czy po prostu zdetonować. Za wszystko dostajemy punkty, a na koniec etapu wyświetlana jest plansza z naszym wynikiem.
Najlepiej punktowane są oczywiście strzały w głowę, tutaj oznaczane przez kapelusze oraz zabicie kilku wrogów w krótkich odstępach czasu. Tego typu działania doładowują też pasek specjalny, a z niego czerpiemy wykonując trickshoty np. bardzo szybko strzelając z pistoletu, czy używając lunety. El Tejon ma do dyspozycji całkiem niezły arsenał – pistolety, strzelby i karabiny (po 3 sztuki każdego rodzaju) oraz koktajle mołotowa, laski dynamitu i nóż. Jak na tamte czasy to przedstawiono w zasadzie wszystko co potrzeba. A wszystko to musi nam wystarczyć, aby pokonać rzesze przeciwników. Trzeba oddać honor twórcom, wrogowie zachowują się całkiem realistycznie i nieraz potrafią zaskoczyć strzałem zza węgła. Bardzo podoba mi się charakter rozgrywki, przypomina kultowe westerny, gdzie mamy pomieszczenie i rewolwerowców ostrzeliwujących się zza różnych osłon.

I znowu ciemność

Gra wykorzystuje zmodyfikowany engine Unreala, w efekcie tego wygląda całkiem nieźle, nie jest to może rewelacja, ale pozostawia miłe wrażenia estetyczne, a przede wszystkim działa dość wydajnie, mimo maksimum detali i wysokiej rozdzielczości niedoświadczałem żadnych spowolnień. Bardzo ładnie wyszły twarze, całkiem dobrze animowane, ale najlepsze ze wszystkiego są krajobrazy – znakomicie oddają klimat rozrywki. Dźwięk jest świetny, wszystkie odgłosy brzmią bardzo realistycznie, a dubbing zrobiono prawie perfekcyjnie, bohaterowie często krzyczą, rozmawiają, a wszystko ze świetnym akcentem, szczególnie podoba mi się głos Tejona, zalatujący hiszpańszczyzną.Muzyki niestety zbyt dużo nie ma, a szkoda gdyż tam gdzie się pojawia to jest znakomita.

Starcie w samo południe

Zbyt wielu wad DMH nie posiada. Przyczepić się można przede wszystkim do braku savowania w trakcie misji, co wielu może zniechęcić oraz do niezbyt długiego czasu gry. Myślę, że 12 godzin to maksimum niezbędne do jej ukończenia. Co do zakupu musisz drogi Graczu sam podjąć decyzję, ja bawiłem się znakomicie, choć niezbyt długo. Na ogół w FPP nie gram, ale ten tytuł mnie wciągnął, więc może tak będzie też z innymi przeciwnikami takich gier. Mnie urzekła prostota i oldschoolowość tej produkcji.